Przejdź do głównej zawartości

02 ~ Long way down

          Brunetka wstała wraz ze wschodem słońca. Zmyła z twarzy resztki zaschniętej krwi, po czym ubrała się jak co dzień. Nawet nie myślała o pójściu do szkoły. Bo niby kim ona jest? Zwyczajną nastolatką? Uśmiechnęła się tylko pod nosem i zeszła na dół w celu zjedzenia śniadania, po którym czeka ją trening. Nie dawała za wygraną. Od zawsze była typem dziewczyny, która musiała pokazać, że jest najsilniejsza. Nigdy nie dała po sobie poznać, że coś ją boli czy męczy. Wszystko przyjmowała z zimną krwią, żadna obelga w nią nie trafiała, nigdy nie zawodziła się na ludziach, bo po prostu im nie ufała i nie wierzyła, że zostaną na dłuższy czas. I tak jej było jakoś łatwiej, nie zwracać uwagi, nie przejmować się, nie otwierać.
     Po zrealizowaniu porannego planu usiadła w pokoju wpatrując się w uchylone okno. Kto wie, czego tam szukała. Może motywacji, może odpowiedzi na dręczące ją pytania. Wierzyła w słuszność każdego swojego kroku i każdej podjętej decyzji. Ale czy nawet szczytny cel i głębokie przekonanie nie uczynią jej zwykłą morderczynią? Miała na swoim koncie tylko jedno morderstwo. A Czarna Pani, główna kapłanka? Podjęła się wykonania prawie 100 zabójstw. Jednak tylko na ludziach, którzy na to zasłużyli. Czy to robiło z niej morderczynię? Ich celem było oczyszczenie świata ze zła i grzechu, stworzenie nowej, lepszej rzeczywistości, w której byłoby miejsce tylko dla dobrych ludzi! Ale... czym jest dobro? Czy nie jest tylko pojęciem względnym rozumianym tylko indywidualnie? Przecież bez zła nie byłoby dobra. Przecież każdy sam najlepiej wie, co jest dla niego dobre. Przecież każdy podejmuje własne decyzje. Ona chciała być dobra. Starała się być zimna, idealna. Chciała tylko być światłem. Dawać nadzieję, kiedy pada deszcz w ludzkiej głowie. Każde słowo, każda lekcja Mikhal odbijała się teraz rykoszetem w jej głowie. Jej oddech drżał w otaczającej pustej ciszy. Pierwszy raz w życiu napotkała moment, w którym nie wiedziała kim powinna być. Niczym. Tak powiedziałaby Mikhal i jej ojciec. Tylko kiedy jest się niczym i nie ma się niczego można stworzyć coś, osiągnąć wszystko. Ale nie tak podpowiadało jej serce. Zawsze szła za jego głosem. Najczystsze jakie kiedykolwiek istniało. Mówiło jej czego chce. Chce być kimś więcej. Choć raz wziąć głęboki oddech, zamknąć oczy. Odpocząć. Nie tylko od wszystkiego co działo się dookoła, ale także tego wewnątrz jej. Jak uciec od samego siebie? Jak zapomnieć i zacząć od początku?
     Po zjedzeniu śniadania odbyła trening oraz medytację i trening gimnastyki oraz baletu, a później szermierkę oraz naukę władania bronią białą krótką. Wielkimi krokami zbliżała się godzina spotkania. Zmęczona, położyła się na podłodze w sali treningowej, w której zresztą spędzała większość czasu. Zza drzwi dochodziły dźwięki kłótni rodziców. Matka dziewczyny dowiedziała się o spotkaniu z dnia wczorajszego i o wszystkim, co było z nim związane. Dina była silną i mądrą kobietą, również szkoloną do walki przez Mikhal, tak jak Aiden. Tak się poznali, razem trenując. Jednak, gdy kobieta zaszła w ciążę zrezygnowała ze wszystkiego. Chciała chronić córkę. Chciała dla niej lepszego życia. Chciała, żeby nie była taka jak ona. Jak oni. Żeby nie była Morderczynią Kościoła Świętego Morderstwa. Jednak stało się inaczej. Lumina, blada chudzinka o włosach tak ciemnych jak jej dusza, postanowiła iść tą drogą.
Rodzice Wybranej weszli do sali. Blondynka posłała córce zmartwione, przepraszające spojrzenie, któremu towarzyszył smutny, pełen matczynej miłości uśmiech. Dziewczyna podniosła się i uklękła, jej rodzice zrobili to samo.
- Więc to się stało - powiedziała matka odgarniając kosmyki włosów za ucho córki.
- Jestem gotowa mamo, Najwyższa Pani Mroku mnie wybrała - odparła.
- Wiedzieliśmy to, gdy tylko się urodziłaś - dodał ojciec, a Dina kiwnęła twierdząco głową.
- Wiem, że jesteście przerażeni. Ale poprzysięgłam Bogini, że pójdę w jej ślady i pomogę w jej zemście na wszystkich niewiernych, nieprawych i grzesznych marginesach społeczeństwa. Wiem, że droga do Domu Anubisa, przemiana z narzędzia w akolitkę, a z akolitki w kapłankę to ciężka droga. Ale Łabędzia Maska właśnie tam czeka i zasiądę w niej po prawicy Pani Błogosławionego Morderstwa. To moje przeznaczenie, wybrała mnie.
- Jest coś o czym nie wiesz skarbie - zaczęła blondynka
- Bogini wybiera 10 osób z różnych stron świata, które przechodzą inicjację i stają się akolitami. 5 z nich zostaje kapłanami. Później 2 z nich zostaje nauczycielami, a trzecie... Zakłada Maskę Łabędzia.
- Jestem gotowa - warknęła dziewczyna, po czym wstała i wyszła z sali. - Pora się przygotować do spotkania - dodała pod nosem.

          Ten majowy wieczór okazał się być wyjątkowo cichym i chłodnym. Dziewczyna spędzała kolejną godzinę na medytacji, aby wyciszyć myśli i uspokoić serce. Wiedziała jak daleka droga ją czeka do osiągnięcia celu. Była gotowa. Na inicjację, podróż, walkę. Ale nie czuła gotowości na to, co czeka ją po tym. Najczęściej przechodzi się inicjację, kiedy osiągnie się pełnoletniość, czyli 19 lat. Ona, jako druga w historii przejdzie ją mając lat 16. Pierwsza była Mikhal, najlepsza nauczycielka Kościoła Morderstwa, która liczy 215 lat.
Czarnowłosa wzięła głęboki oddech, po czym podniosła się i przygotowała na wyjście. Zeszła na dół, gdzie czekali na nią rodzice. Cała trójka spojrzała po sobie bez słowa. W trwającym milczeniu ojciec dziewczyny udał się schować bagaż córki do bagażnika samochodu. Blondynka spojrzała w oczy swojej córki. Nadal czuła, że patrzy na tą malutką dziewczynkę, która dopiero uczy się chodzić. Jednak rzeczywistość uderzyła ją bardzo mocno powalając jej idealnie ułożony świat na kolana. Jej malutka, słodka córeczka dorosła i odchodzi na ścieżkę Błogosławionego Morderstwa, całkowicie sama, by spełnić swoje przeznaczenie. Podała Luminie pas z pistoletem oraz sztyletem od ojca. Kiedy córka zapięła go podała jej swój sztylet z diamentowym ostrzem i czarną rękojeścią, którą ozdabiał również diamentowy kryształ w kształcie róży. Dziewczyna ze łzami w oczach przypięła go do pasa i mocno przytuliła matkę.
- Mam dla ciebie coś jeszcze, abyś nigdy nie zapomniała kim jesteś i skąd pochodzisz - powiedziała zdejmując z szyi wisiorek z zawieszką w kształcie róży przebitej sztyletem. - Kocham Cię córeczko, nie zapomnij o swojej sile.
- Kocham Cię mamo, do zobaczenia - powiedziała zapinając wisiorek na szyi.
Jeszcze raz się przytuliły, po czym nastolatka wyszła z domu i wsiadła do samochodu.
Kiedy wysiedli jej głowę przeszywała tylko jedna myśl - już czas na inicjację.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

01 ~ And she's stronger than you know

          Aiden wszedł pierwszy, a Mina chowała się tuż za nim. Pomieszczenie wyglądało jak hotelowy apartament. Na środku stała drewniana ława, po jej prawej i lewej stronie skórzane, eleganckie sofy, a naprzeciwko wejścia taki sam fotel. Ściany były w kolorze kawy z mlekiem przyozdobione ramkami ze zdjęciami. Mężczyźni siedzący w pomieszczeniu na ich widok wstali. Podali rękę przybyłym i wrócili na miejsca. Aiden usiadł na fotelu a jego córka na sofie po jego prawej. - To jest moja córka, Lumina Rose - oznajmił poważnie. - To jest Derek, Ethan i Yoh - dodał wskazując na mężczyzn. - Nie uważasz, że jest za młoda? - spytał Ethan. - Za młoda na co? Nie można być za młodym na bycie wybraną. - Ale... Na inicjację? - dodał Derek. - Nie ma mowy. Jest bardziej przygotowana niż ktokolwiek z nas - odparł z lekką irytacją w głosie. - Każdy z nas siedzi w fachu już długo - wstał Derek. - Ja 10 lat, Ethan 17 lat, a Yoh 12 lat. Ty już 20. Ona nie żyje nawet tyle ile j...

Prolog - Mama, I'm in love with a criminal

          Długi na 13 centymetrów, z rękojeścią z białej kości słoniowej i różą na jej końcu przyozdobioną rubinem sztylet upadł na podłogę, prosto w kałużę wody. Zdenerwowana blondynka wyszła z łazienki trzaskając drzwiami i zostawiając go samego. Kolejna kłótnia. A uchodzili za tak udane małżeństwo. Podniósł sztylet i włożył go do pochwy przymocowanej do jego paska. Zawsze ten sam powód kłótni. Ale przecież wiedziała za kogo wychodzi, za faceta ze sztyletem i giwerą przy pasku! Kochała go. I często, nawet po ślubie, zastanawiała się czy on kocha ją. Cóż, oczywiście, że tak. Była kobietą jego życia. - Mamuś, co się stało? - usłyszał za drzwiami ten cieniutki, niewinny głosik. - Nic słoneczko - odparła łagodnie kobieta. Chwycił za klamkę i wyszedł z łazienki na korytarz. - Jesteś dupkiem, ale cię kocham - pocałowała swojego męża i chwytając za torebkę wyszła do pracy. Spojrzał na córkę. Nie była już małą dziewczynką. Uśmiechnął się do niej i kiwnął głową, a...