Długi na 13 centymetrów, z rękojeścią z białej kości słoniowej i różą na jej końcu przyozdobioną rubinem sztylet upadł na podłogę, prosto w kałużę wody. Zdenerwowana blondynka wyszła z łazienki trzaskając drzwiami i zostawiając go samego. Kolejna kłótnia. A uchodzili za tak udane małżeństwo. Podniósł sztylet i włożył go do pochwy przymocowanej do jego paska. Zawsze ten sam powód kłótni. Ale przecież wiedziała za kogo wychodzi, za faceta ze sztyletem i giwerą przy pasku! Kochała go. I często, nawet po ślubie, zastanawiała się czy on kocha ją. Cóż, oczywiście, że tak. Była kobietą jego życia.
- Mamuś, co się stało? - usłyszał za drzwiami ten cieniutki, niewinny głosik.
- Nic słoneczko - odparła łagodnie kobieta.
Chwycił za klamkę i wyszedł z łazienki na korytarz.
- Jesteś dupkiem, ale cię kocham - pocałowała swojego męża i chwytając za torebkę wyszła do pracy.
Spojrzał na córkę. Nie była już małą dziewczynką. Uśmiechnął się do niej i kiwnął głową, aby poszła za nim. Usiedli na sofie w salonie. Spojrzał na nią uważnie.
- Nie jesteś już małą dziewczynką - powiedział ze smutkiem.
- No... Faktycznie. Już tak jakby od trzech lat - odparła z uśmiechem. Czekała na tą rozmowę.
- Masz już 15 lat, Lumino - powiedział dość poważnie.
- Tato... Za dwa tygodnie i cztery dni skończę 16.
- No tak... Więc, przyszedł czas...
- Na rozmowę, na którą czekałam całe życie - przerwała mu.
- Dokładnie. Lumina, kochanie... Mino, przygotowywałaś się do tego dnia od chwili, kiedy nauczyłaś się chodzić. I chyba już czas. Oczywiście jeśli...
- Chcę. Chcę pójść w twoje ślady, nawet jeśli mama tego nie chce. Tato, ja wiem, że już czas. Jestem gotowa - znów mu przerwała.
- Więc dziś pójdziesz ze mną - westchnął ciężko. - O 18:00 wychodzimy. Wiesz jak się ubrać.
Uśmiechnęła się i pobiegła na górę do swojego pokoju. Zakluczyła drzwi, rozebrała się do bielizny i stanęła przed wysokim lustrem. Jej długie, kruczoczarne włosy sięgały bioder, a grzywka wpadała do oczu. Wyglądała na chudzinkę, miała idealną figurę, jednak jej sylwetka składała się z samych mięśni. Była niewysoka, bo miała około 163 centymetrów wzrostu. Wyglądała na kruchą, ale jej siła i zwinność przekraczały najśmielsze oczekiwania. Do tego zawsze dbała o to, co ma w głowie. Była sprytna, mądra, inteligentna i zawsze wiedziała jak się zachować. Aż dziś nadszedł jej wielki dzień. Przygotowywała się do tego całe życie. Miała idealną, jasną jak śnieg cerę, wiśniowe, pełne usta, widoczny biust i biodra, wąską talię, błękitne oczy i śnieżnobiałe zęby. Spojrzała na ogromny zegra na ścianie. Wskazywał godzinę 16:32. O 18:00 mieli wyjść. Wykonała czynności toaletowe, po czym usiadła przed lusterkiem toaletki. Przyciemniła brwi ciemnobrązowym cieniem, na oczy nałożyła szary i czarny cień idealnie je blendując, aby stworzyć efekt smokey eye. Po nałożeniu szminki jej usta stały się jeszcze ciemniejsze. Włosy upięła w wysoki kucyk. Włożyła czarne spodnie typu skinny, czarną bokserkę bez rękawów z wiązanym dekoltem, a na to czarną skórzaną kurtkę i ciemne buty na lekkim obcasie. Do tylnej kieszeni jeansów schowała telefon oraz 500 złotych. Wzięła głęboki oddech, spryskała ciało perfumami, po czym zeszła na dół.
- Ślicznie wyglądasz córciu - powiedział Aiden.
- Dzięki tato - uśmiechnęła się.
- Mam coś dla ciebie.
Mężczyzna z kieszeni wyjął srebrny naszyjnik z napisem Lumina - jej imieniem, po czym zapiął na jej szyi. Podał jej pasek z przymocowanymi pochwami - jedną na sztylet a drugą na giwerę. Podał jej strzelbę schowaną w szufladzie, a ze swojej pochwy wyjął swój sztylet.
- Pamiętaj skąd pochodzisz, Lumino Rose - rzekł poważnym tonem i podał jej nóż.
Wzięła narzędzie, przyłożyła ją do serca, po czym klęknęła na lewe kolano i powiedziała:
- Nie zawiodę Cię, Aidenie Rose. Jestem gotowa wypełnić przeznaczenie.
Wstała, po czym oboje wyszli. Wsiedli do czarnego audi R8 i odjechali.
- Już na nas czekają - powiedział lekko się uśmiechając, jednak nerwowo pocierając zarost.
Uśmiechnęła się jednym kącikiem ust i spojrzała przed siebie.
- Sami zobaczą - powiedziała.
- Mamuś, co się stało? - usłyszał za drzwiami ten cieniutki, niewinny głosik.
- Nic słoneczko - odparła łagodnie kobieta.
Chwycił za klamkę i wyszedł z łazienki na korytarz.
- Jesteś dupkiem, ale cię kocham - pocałowała swojego męża i chwytając za torebkę wyszła do pracy.
Spojrzał na córkę. Nie była już małą dziewczynką. Uśmiechnął się do niej i kiwnął głową, aby poszła za nim. Usiedli na sofie w salonie. Spojrzał na nią uważnie.
- Nie jesteś już małą dziewczynką - powiedział ze smutkiem.
- No... Faktycznie. Już tak jakby od trzech lat - odparła z uśmiechem. Czekała na tą rozmowę.
- Masz już 15 lat, Lumino - powiedział dość poważnie.
- Tato... Za dwa tygodnie i cztery dni skończę 16.
- No tak... Więc, przyszedł czas...
- Na rozmowę, na którą czekałam całe życie - przerwała mu.
- Dokładnie. Lumina, kochanie... Mino, przygotowywałaś się do tego dnia od chwili, kiedy nauczyłaś się chodzić. I chyba już czas. Oczywiście jeśli...
- Chcę. Chcę pójść w twoje ślady, nawet jeśli mama tego nie chce. Tato, ja wiem, że już czas. Jestem gotowa - znów mu przerwała.
- Więc dziś pójdziesz ze mną - westchnął ciężko. - O 18:00 wychodzimy. Wiesz jak się ubrać.
Uśmiechnęła się i pobiegła na górę do swojego pokoju. Zakluczyła drzwi, rozebrała się do bielizny i stanęła przed wysokim lustrem. Jej długie, kruczoczarne włosy sięgały bioder, a grzywka wpadała do oczu. Wyglądała na chudzinkę, miała idealną figurę, jednak jej sylwetka składała się z samych mięśni. Była niewysoka, bo miała około 163 centymetrów wzrostu. Wyglądała na kruchą, ale jej siła i zwinność przekraczały najśmielsze oczekiwania. Do tego zawsze dbała o to, co ma w głowie. Była sprytna, mądra, inteligentna i zawsze wiedziała jak się zachować. Aż dziś nadszedł jej wielki dzień. Przygotowywała się do tego całe życie. Miała idealną, jasną jak śnieg cerę, wiśniowe, pełne usta, widoczny biust i biodra, wąską talię, błękitne oczy i śnieżnobiałe zęby. Spojrzała na ogromny zegra na ścianie. Wskazywał godzinę 16:32. O 18:00 mieli wyjść. Wykonała czynności toaletowe, po czym usiadła przed lusterkiem toaletki. Przyciemniła brwi ciemnobrązowym cieniem, na oczy nałożyła szary i czarny cień idealnie je blendując, aby stworzyć efekt smokey eye. Po nałożeniu szminki jej usta stały się jeszcze ciemniejsze. Włosy upięła w wysoki kucyk. Włożyła czarne spodnie typu skinny, czarną bokserkę bez rękawów z wiązanym dekoltem, a na to czarną skórzaną kurtkę i ciemne buty na lekkim obcasie. Do tylnej kieszeni jeansów schowała telefon oraz 500 złotych. Wzięła głęboki oddech, spryskała ciało perfumami, po czym zeszła na dół.
- Ślicznie wyglądasz córciu - powiedział Aiden.
- Dzięki tato - uśmiechnęła się.
- Mam coś dla ciebie.
Mężczyzna z kieszeni wyjął srebrny naszyjnik z napisem Lumina - jej imieniem, po czym zapiął na jej szyi. Podał jej pasek z przymocowanymi pochwami - jedną na sztylet a drugą na giwerę. Podał jej strzelbę schowaną w szufladzie, a ze swojej pochwy wyjął swój sztylet.
- Pamiętaj skąd pochodzisz, Lumino Rose - rzekł poważnym tonem i podał jej nóż.
Wzięła narzędzie, przyłożyła ją do serca, po czym klęknęła na lewe kolano i powiedziała:
- Nie zawiodę Cię, Aidenie Rose. Jestem gotowa wypełnić przeznaczenie.
Wstała, po czym oboje wyszli. Wsiedli do czarnego audi R8 i odjechali.
- Już na nas czekają - powiedział lekko się uśmiechając, jednak nerwowo pocierając zarost.
Uśmiechnęła się jednym kącikiem ust i spojrzała przed siebie.
- Sami zobaczą - powiedziała.
Komentarze
Prześlij komentarz